Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 października 2011

oswajam dom

przyzwyczajam podłogę do kształtu moich stóp
i klamki uczę rozpoznawać swoją dłoń
łóżko nieprzekonane do mnie odplaca bólem pleców
zmywarce topi się kabel z rozpaczy
że już nie ty, że tylko ja

najtrudniej mi przekonać kwiaty
które rosły najlepiej gdy ty o nie dbałeś
dziś ledwo dyszą, opadają im liście
mi ręce
mi serce

sąsiedzi patrzą i im nie pasuje
twoja nieobecność
nasz niebyt
do mnie samej się przyzwyczają

wszystko w twoim domu znało ciebie tak dobrze
słońce lubiło zastawać cię zaczytanego
wymyślałeś w fotelu same mądre rzeczy

dziś twój dom uczy się mnie
oswaja
zbyt późno
tak szkoda, że to nie zdarzyło się równolegle
między nami

przybijam do ściany obrazki których nie zobaczysz
nie wieszam zdjęcia z naszego ślubu

spodobałby ci się nasz dom
który już ani twój, ani mój

a miało być inaczej

poniedziałek, 29 czerwca 2009

oswoić dom


w brunatnej chmurze, zdaje się burzowej
ukryła się melancholia dzisiejszego poranka
twoja sukienka patrzy na kwiaty podekscytowana
swoimi wielkimi pięknymi oczami haftów

szelest liści w ogródku na dole gra utwór
razem z wiatrem wiejącym zuchwale
głosy przebudzonych sąsiadów nastrajają
pierwsze dni myśli jeszcze niepoukładanych

w powietrzu letnim brzmi nutka pożegnania
ze starą kamienicą i urodzonymi tam myślami
z dźwiękiem ulicy przyzwyczajonej do twojego głosu
z mruczeniem wieczornym przyjaciółki fontanny  

a przecież chabry wcale nie przestały istnieć
pola układają się tak samo czule wokół dłoni
badających nowe miejsce wciąż niepewnie
tak jakby nie miało zdarzyć się zaplanowane

może to szaleństwo dopisane do twojego ciała
krzyczy ci do uszu, że się nagle zmienia czas
minuty wymieniają się z sekundami trwaniem
i niewidzialnych drzwi skrzypienie słyszysz

bywa taka pewność, która nie zawodzi sobą
pochodząca nie z ciebie, nie z ludzi, lecz z Boga
wdziera się do serca tylko z zaproszeniem
owocuje spokojem jak szczytów górskich cisza

może to jednak fatamorgana ułożona ze snów
może cykanie świerszczy przewróciło w głowie
nie, już niedługo ten dom będzie naszym domem
niech go tylko w ciszy o zapachu świtu oswoję

poniedziałek, 22 czerwca 2009

pamiętam

to musiało być wtedy, pamiętam
zapach, który towarzyszył trawie
między mrugnięciem dwóch chwil
powiedziałeś tylko jedno słowo

"a tylko mgła wydobywała się z ziemi
i zwilżała całą powierzchnię gleby"

zasypiam między mrugnięciami lamp
spokojnych oczu spojrzeń dźwięk
uśpił nieotrzymanych listów żal
między nocą a dniem budzę się
niespokojna w zapachu ludzkich rąk
czeka mnie wilgoć lasu o świcie

gdzie jesteśmy my, stworzeni na obraz
podobni do Tego, który tylko powiedział
żebyśmy byli i zwyczajnie byliśmy

ile jeszcze trzeba ludzi podniesionych
odwołania wyroków wydanych i nieodwołalnych
ile cudów, które się zdarzają po cichu
pomimo tego, że o nich krzyczymy

gdzie jest nasza wiara
świecimy tak słabo skryci, zbyt nieśmiali
z prawdą wypisaną na czole

gdzie prowadzą drogi wydeptywane
przez nasze niewdzięczne stopy

tak mi przykro, że wschodzi słońce,
którego niektórzy nie widzą
mimo, że jest tak wielkie, tak gorące

to musiało być wtedy, pamiętam
tę ciszę, która nie kryła nic złego